No więc najpierw chcę Was bardzo, bardzo przeprosić, że tak długo nie pisałam. No ale po dziesiątym kwietnia już będę szybko dawała notki jeszcze tylko kilka tygodni i będzie po staremu. Teraz chcę bardzo podziękować za wszystkie komentarze, a najbardziej autorce bloga www.ich-liebe-bill.mylog.pl dzięki Wam wszystkim mam nowy rekord i się bardzo z tego cieszę:) No a teraz już długo notka:
-Ale mamo…
-Żadnych ale, moja droga. Wracacie i już.
-A jak ich nie puścimy?-do rozmowy wtrącił się Bill.
-Nie ma takiej możliwości. Mam ich na oku.
-Ale czy pani nie rozumie, że one wolą zostać tutaj? Pani jest ich matką i chce pani, żęby one nie były szczęśliwe właśnie przez panią? Żeby ich uśmiech zawsze był sztuczny? Chce pani dla nich jak najgorzej?-zapytał Tom.
-Nie chodzi o to.
-A więc o co?
-O to, że one są teraz moją jedyną bliską rodziną i ich bardzo potrzebuję.
-To nie może pani też tutaj zamieszkać?
-A po co?
-No bo muy mieliśmy w planach, żeby dziewczyny z naszej paczki wydały płytę, żeby jeździły z nami w trasy i w ogóle wszystko już sobie zaplanowaliśmy, a pani we wszystkim nam teraz namiesza.-powiedział Tom.
-Ale ja nie mogę pozwolić na to, żeby moje córki nie miały rodziców.
-No to niech pani się przeprowadzi do tego miasta i będzie dobrze.
-Ale i tak nie będę wtedy z nimi.
-No to się przeprowadzimy do ciebie, ale i tak całe dnie nas nie ma w domu.
-No nie wiem…
Zapadło milczeni. We mnie i w Kat zebrała się nadzieja, że jednak mama pozwoli nam zostać w Niemczech. Wszyscy na nią patrzeli, a ona myślała. W końcu ciszę przerwał Georg.
-No więc…będą mogły zostać z nami?
-Tak, ale ja nie mogę z nimi zostać. Obowiązki wzywają.
-Fajnie, a dlaczego pani tak nagle zmieniła zdanie-palnął bez myślenia Tomek. Melody walnęła go z łokcia.
-No co, chcę wiedzieć…
-Zrozumiałam, że robię im krzywdę nie pozwalając im na szczęście. Raz się żyje, więc niech żyją dobrze.
-Mamo, dzię…-nie zdążyłam dokończyć, bo mama mi przerwała.
-Nie dziękujcie, nie ma za co. Tylko odwiedzajcie mnie czasem w Polsce. Będę tęsknić za wami.
-My za tobą też.
-No to ja już pójdę. Nie chcę wam zabierać czasu. Za godzinę mam samolot powrotny. No to do zobaczenia.
Nie zdążyłyśmy jej odpowiedzieć, bo ona już wyszła z pokoju Tomka. Znowu zapadło głuche milczenie.
-Wyglądacie na bardzo załamane-powiedziała nagle Ola.-Nie cieszycie się?
-Pewnie, że się cieszymy. Ale strasznie mnie zdziwiło jej zachowanie. Tak nagle zmienić zdanie? Bez powowdu?
-Przecież wytłumaczyła wam dlaczego zmieniła zdanie.Więc w czym rzecz?
-Sama nie wiem… jakoś mnie to strasznie dziwi.
-To przestań się tym martwić i się uśmiechnij-powiedział Tom i mnie pocałował. Tomek odwrócił wzrok na ścianę.
-No to jak…robimy imprezkę?
-Znowu?
-No pewnie. Trzeba uczcić nagłą zmianę decyzji mojej przyszłej teściowej- powiedział uśmiechnięty Tom.
-No, skoro tak.
-To my skoczymy po coś do jedzenia, a wy jedźcie do domu wszystko przygotować.
-Ale co mamy przygotować, skoro nie ma nic do jedzenia w chacie?- zapytała Melody.
-To posprzątajcie chociaż trochę. Wolicie mieć dyskę w syfie, czy w porządku?
-Ja tam wolę to drugie, już się przyzwyczaiłam do syfu w pokoju mojej siostry-powiedziała Kat,a wszyscy zaczęli się śmiać.
-Że niby ja mam bałagan w pokoju?-zapytałam tajemniczo.
-No,a nie. Nigdy nie wiesz co gdzie jest.
-Moja sprawa.
-A czy ja coś mówię?
-Dobra, nie kłóćcie się już, bo imprezka będzie przebiegać nie po naszemu.-powiedział Tom.
-Tomek, ty też przyjdziesz, nie?-zapytał Georg.
-Nie wiem…ja u was w domu? Nie pasuje coś mi tutaj.
-Przestań, przecież jeszcze niedawno z nami mieszkałeś-powiedziałam.
-No, niby tak. Ale teraz?
-A co teraz? Idziesz i koniec kropka.
-No dobra.-powiedział zrezygnowanym głosem.
-A mogę przyprowadzić jeszcze jednego gościa? Gucio na pewno go zna.- powiedziałam po chwili.
-Kogo?
-No Mateusza. On jest taki chudy, niech też się z nami pobawi.
-Im więcej ludzi tym lepiej. No to spadamy już do tego sklepu, bo się późno robi.
Ja i Tom wyszliśmy z pokoju Tomka i udaliśmy się do pobliskiego supermarketu. Trochę nam to zajęło czasu, ale za to kupiliśmy cały kosz jedzenia i picia tak, że potem nie mogliśmy tego wszystkiego do domu donieść. Ale jakoś się udało. Kiedy weszliśmy do domu, był on pięknie przystrojony. Tylko szkoda, że na…kolor różowy.
-Zaraz zemdleję-powiedział Tom na widok tej “ozdoby”.
-Ja też-dodałam i spojrzeliśmy na siebie.
-Wiesz co, chodźmy stąd rozpakować to jedzenie, bo nie wytrzymam.- powiedział Tom.
-No dobra. To chodź do kuchni.
I poszliśmy. Rozpakowaliśmy wszystko i siedliśmy sobie na stole.
-Chce ci się w ogóle brać udział w tej dyskotece?-zapytałam, chociaż dobrze znałam jego odpowiedź.
-No pewnie, że tak. A co? Ty nie chcesz na nią iść?
-Nie wiem… nie mam nastroju.
-Ty nie masz nastroju? Przecież powinnaś najbardziej się cieszyć, świętować, a ty nie chcesz nawet brać udziału w dyskotece na cześć tego wszystkiego?
-Wiem, że to dziwne. Ale prawdziwe.
-No to pójdziesz, czy nie?
Zastanowiłam się chwilę.
-Wiesz co? Chyba jednak pójdę. Nie mogę psuć nastroju innym.
-To właśnie chciałem usłyszeć. To chodźmy zobaczyć czy zmienili trochę dekoracje, bo z tamtymi to ja nawet nie mam ochoty w pokoju być.
-No, ja też nie za bardzo.
Poszliśmy do salonu, w którym byłó już bardzo tłoczno. Skąd oni wszyscy się tu wzięli tego nie wiem, ale byli prawie wszyscy znajomi bliźniaków i w ogóle wszyscy, których znałam.
-A skąd ci wszyscy się tu wzięli?-zapytałam.
-Nie wiem. Pewnie Bill wszystkich obdzwonił. Wiesz, jaki on jest.
-Nawet bardzo dobrze.
-To idziesz tańczyć, czy będziesz tak stać?
-Szczerze mówiąc to wolę postać, albo usiąść gdzieś w kącie.
-Nie poznaję cię dzisiaj. Zawsze najbardziej chętna do tańca, teraz chcesz siedzieć w odludziu?
-Sama się dziwię.
-No to trzeba popraiwć ci humor. Puścimy jakąś fajną piosenkę. Co ty na to?
-Nie chce mi się tańczyć.No dobra, dobra-dodałam widząc jego minę.
Poszliśmy potańczyć. Tak naprawdę to to nie był taniec, bo nie starczyło dla nas miejsca:) Ale i tak było fajnie. Imprezka skończyła się około drugiej w nocy. Kiedy weszłam do swojego pokoju od razu padłam na łóżko i zasnęłam.
Jak rano się obudziłam po prostu miałam kaca. Nie wiedziałam w ogóle co się stało poprzedniego dnia, nawet nie pamiętałam co mi się śniło. Ubrałam się i uczesałam i zeszłam na śniadanie,.
-Hej wszystkim. Jest tu jakieś śniadanie, bo umieram z głodu.
-Śniadanie? To już pora na obiad.-powiedział Tom.
-Jak to?
-Jest 14.15
-Tak długo spałam?O rany.
-Mamy dla ciebie i dla innych dziewczyn dobrą wiadomość.
-Jaką?
-Jutro jedziemy do studiam nagrań i będziecie nagrywać pierwszego singla.
-Że co?
-Nie cieszysz się?
-Pewnie, że się cieszę. Ale tak szybko?
-Nie ma na co czekać. Im szybciej zrobicie karierę tym lepiej.
-My i kariera? Już to widzę.
Ten cały dzień bardzo szybko się skończył. Praktycznie nic się nie działo. Kiedy następnego dnia się obudziłam była 9.00. Wszyscy byli już na nogach, a godzinę później wyjechaliśmy do studia nagrań. Strasznie się denerwowałam, bo zakładamy rockową grupę muzyczną, a ja mam być wokalistką. Przywitał nas gruby i wysoki ochrooniarz chłopaków o imieniu Falabell.
-No więc co i jak ma być?
-One zakładają zespół i chcielibyśmy, żeby dzisiaj nagra ły swój pierwszy singiel.
-W tym studiu?
-No tak.
Zaprowadził nas do jakiegoś pomieszczenia. Było strasznie duże, jakieś guziki, obok komora dźwiękoszczelna,instrumenty i nawet mikrofon. Ucieszył nas bardzo ten widok.
-Teraz mi dokładnie mówić kto na czym gra, kto śpiewa a kto robi jeszcze co innego-powiedział teraz już menager TH.
-Ona będzie wokalistką-powiedział Bill wskazując mnie.-Ona gitarzystką-wskazał Melody- ona basistką-powiedział pokazując na Olę-, a ona perkusistką-powiedział stając koło Kat.
-Aha, a ona?-zapytał bo do sali weszła Ruusu.
-Hej siostra, chcesz grać w zespole rockoweym-powiedział Georg robiąc dziwne pozy.
-Nie, dzięki. Wolę być zastępczym menagerem jeśli można. Na tym trochę bardziej się jednak znam.-powidziała z uśmiechem.
-Ej…A julia nic nie będzie robiła?-zapytałam niepewnie. Bill spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
-Nie ma dla niej miejsca w zespole.-dodał po chwili.
-No to zajmijmy się już nagrywaniem. Jaki tytuł ma wasza piosenka?
-I believe I can fly-powiedziała Ola.
-Też to lubię-powiedziałam.
-My też-powiedziała Melody.
-No to zaczynamy. Ponieważ jest to wasz debiut dzisiaj nagramy tylko rfren, a resztę piosenki za dwa dni. Pasuje?
-Pewnie, że pasuje.
-No to zapraszam do kabiny.
Weszłyśmy do niej, a dziewczyny zabrały po drodze ze sobą instrumenty, które leżały w kącie. Zaczęły grać, a ja śpiewać.
I believe I can fly, I believe I can touch the sky, I think about it every night and day, I spring my wings and fly away…
-Super-pochwalił nas menager chłopców.
-Nawet lepiej od Billa-dodał Tom.
-No wiesz…-powiedział lekko obrażony Bill.
-No więc widzimy się za dwa dni. Mam nadzieję, że będzie równie dobrze, jak dzisiaj.
No więc taka moja notka. Nie wiem czy długa, trochę nudna. Ale mam nadzieję że się podoba. Liczę na dużo komentarzy. Pozdro dla wszystkich fanów Tokio hotel:)