Najpierw chcę Was bardzo przeprosić, że tak sobie nie pisałam nowej notki. No, ale niestety mam doła. Notka będzie dość długa, bo następną dam dopiero pod koniec przyszłego tygodnia. No, ale dobra. Miłego czytania i mam, nadzieję, że będzie pod tą notką sporo komentarzy.
Patrzyła na nas wrogo. Bałyśmy się nawet odezwać. Patrzyłyśmy w podłogę. W końcu ciszę przerwał Bill.
-Długo jeszcze?-Zapytał lekko wkurzony.
-Widzę, że moje córki nie chcą nawet łaskawie powiedzieć matce, że uciekają z domu.
-Wtedy to by nie była ucieczka-Zauważyłam.
-Nie przerywaj mi proszę. Myślę, że jedynym sposobem, żebyśmy się pogodziły będzie przeprowadzka was wszystkich do Polski.
-Mamo! Przestań! Jedynym sposobem żebyśmy się pogodziły będzie nasza obecność tutaj, w tym domu, a nie w żadnej śmierdzącej Polsce.- Wybuchła Kat.
-I tak wracacie z mną.
-I, co to da? Chcesz, żebyśmy znowu uciekły?- Zapytałam.
-Pani mi ich nie odbierze, to moje najlepsze koleżanki!-do rozmowy wtrąciła się Melody.- I jak one będą musiały z panią pojechać, to ja i tak na to nie pozwolę. Przywiążę panią do kaloryfera i będzie spokój.
Teraz mama spojrzała na nią. Widać było, że jest wściekła.
-Widzę, że moje córeczki mają takie same koleżanki jak one: pyskate, bezczelne i pewne siebie.
-Pani nawet nie wie, jak te cechy pomagają w życiu codziennym.-Powiedziała Melody.
-Wyobrażam sobie. A co do was-teraz znowu spojrzała na nas- dzisiaj mamy samolot, za dwie godziny.
-Ja nigdzie nie jadę!-Krzyknęłam i wybiegłam z pokoju. Kat zrobiła to samo. Stanęłyśmy w przedpokoju i patrzałyśmy się w ścianę. Chwilę później wyszła do nas Ola. Uśmiechnęła się do nas, ale my nie odwzajemniłyśmy. Zamiast tego poryczałyśmy się. Ona tylko nas przytuliła< bez skojarzeń proszę> a potem poszłyśmy razem do jej pokoju.Usiadłyśmy na kanapie.
-Dziewczyny, nie przejmujcie się tak tym wszystkim. Przecież drugi raz was nie puścimy, mowy nie ma.-Powiedziała Ola.
-Łatwo powiedzieć, trudno zrobić.-Powiedziałam ocierając łzy spływające mi z policzka.
- A gdybyście się gdzieś ukryły, na kilka dni? Może by jej przeszło.
-Nie, jej nigdy nie przejdzie. Jest strasznie uparta.
-Ale wy też. Potraficie postawić na swoim tak, żeby się stało.
-To jest sytuacja bez wyjścia. Z nią się nie da tak łatwo.
-A spróbować nie można?
-No, można. Ale niby gdzie się mamy ukryć?
-Może u…
-Tomka!-Dokończyłam za Olę.
-Tylko, czy on się zgodzi?
-Nie wiem…trzeba by go zapytać.
-To zadzwoń do niego.
-Ale teraz?
-No, a kiedy?
Wykręciłam jego numer. Odebrał.
-Tomek? […] Tak to ja. Słuchaj mam do ciebie takie małe pytanko. Ale nie musisz się zgodzić.[…] No dobra. Więc chodzi o to, że moja mama przyjechała i chce za wszelką cenę nas stąd zabrać.[…] Możemy? A skąd widziałeś, o co chcę cię zapytać?[…] Aha, więc to są te twoje sposoby. No to będziemy za kilka minut. No na razie.[…]
-I, co?-Zapytały równocześnie.
-Zgodził się. To teraz bierzemy te najpotrzebniejsze rzeczy i spadamy tylnymi drzwiami, tak jak wtedy.
-Jutro do was wpadniemy.
-No to już czekamy hehe. To na razie.
Szybko spakowałyśmy wszystko, co może się przydać i po cichu zeszłyśmy ze schodów. Udało się wyjść niezauważonym. Gdy byłyśmy za parkiem zwolniłyśmy tempo. Doszłyśmy do domu Tomka. On już na nas czekał.
-Siemka. To właśnie moja siostra Kat.-Powiedzialam na przywitanie. Oni podali sobie ręce przedstawiając się przy tym.
-Chodźcie do środka, przecież nie będziecie tutaj tak stały, nie?
-Rany, co my byśmy bez ciebie zrobiły?
-Przestań, wy też byście to na pewno zrobiły.
Poszliśmy do jakiegoś pokoju na piętrze. Był umeblowany, ale nikt w nim nie przebywał.
-To tutaj będziecie spały. Są dwa łóżka, więc nie powinno być problemów żadnych.
-Kochany jesteś-powiedziałam.-Aha, mam jedno pytanko-dodałam po chwili.
-Wal śmiało.
-Mogłabym powiesić tutaj jeden plakat, nad łóżkiem?
-No pewnie, że tak.
-Dzięki. Bo wiesz, ja bez niego nie zasnę.-Powiedziałam wieszając nad łóżkiem plakat Tokio hotel.
-No to wy się tu spokojnie rozpakujcie, a ja zrobię coś do jedzenia.-Powiedział i wyszedł z pokoju.
-I, co, nadal myślisz, że jest taki zły?-Zapytałam siorkę.
-Już nie.
-No i dobrze.
-To się może zmienić.
Gdy rozpakowałyśmy swoje wszystkie rzeczy postanowiłam zadzwonić do Toma i zapytać, co tam w domu słychać i powiedzieć mu, gdzie jesteśmy. Tak też zrobiłam. Odebrała Ola.
-Cześć Ola. Jest tam może gdzieś Tom?
-Jasne, a co? Chcesz nim pogadać?
-Nom.
-Już ci go daję.
-No dobra.
-Klaudia?
-No, tak.
-Gdzie jesteście?
-U Tomka. No nie złość się, przecież gdzieś musimy się ukryć, żeby nie wracać.
-A czy ja coś mówię?
-Nie, ale myślisz.
-No ładnie, teraz dowiaduję się, że czytasz mi w myślach. Coś nowego.
-Ha, ha. Ale śmieszne< od autorki:, ale śmieszne to mój tekst z Olą, często tak mówimy poza opowiadaniem>. No to, co tam u was? Mama jeszcze jest?
-No, jest i czeka na wasz powrót. Mówimy jej, że szybko nie wrócicie, ale ona nie daje za wygraną.
-Super, teraz to nawet nie mamy jak wrócić do domu.
-Nie martw się, przyjdziemy jutro do was. Mamuśkę czymś przekupimy.
-Nie licz, że się uda.
-Już ja mam swoje dary przekonywania.
-No dobra,. To do jutra.
-Do zobaczenia.
W tej samej chwili w pokoju Toma.
-Kto dzwonił?-Zapytał Bill.
-Klaudia-odpowiedział Tom.
-I co?
-Są u Tomka….
-No nie gniewaj się.
-Czy ja coś mówię?-Powtórzył Tom.
-To pójdziemy do nich?
-Teraz?
-No…ja chcę je zobaczyć-nalegały dziewczyny.
-Dobra idziemy. Tylnymi drzwiami. Mamuśka się chyba nie skapnie.
-Okey.
-To chyba tutaj-powiedział Bill i zapukał do drzwi. Otworzył mu Tomek.
-O, cześć.
-Eeee, Siemka.
-Wy pewnie do dziewczyn.
Tom przytaknął głową.
-Pierwszy pokój na lewo u góry.
-Dzięki.
Weszli do nas.
-Tom!-Krzyknęłam i go pocałowałam. Kat zrobiła to samo z Guciem.
-To ja was zostawię samych.
-Tomek, chodź do nas.
-Wolałbym nie.
-No chodź.
-Dobra już dobra.
-Jak tam w domu?
-Nawet dobrze, tylko wasza mam ciągle gada sama do siebie, że jesteście najgorszą rzeczą, jaka ją w życiu spotkała.
-To niech nas odda do adopcji albo nie wiem już, co.
-A u was fajnie?
-Jak widać. Nie no, u nas spoko jest. Nie licząc tego, że nie wiemy, kiedy będziemy mogły wrócić.
-Jak mamuśka pojedzie do Polski.
-Tylko, kiedy ona pojedzie?
-Nie wiem, postaramy się, żeby szybko to zrobiła.
-A jak się uprze i będzie na nas czekać, aż wrócimy?
-To wrócicie i powiecie że i tak nie wracacie.
-To nie jest takie łatwe jak się wydaje. Co innego jak byśmy były znane albo coś w tym stylu. Ale tak to nie da rady z nią.
-Już my coś wymyślimy. I nawet wiem już, co.-Powiedział wyraźnie zadowolony Tom.
-Co masz na myśli?-Zapytał Bill.
-One wydadzą teledysk i będą znane. Wtedy mama im pozwoli zostać u nas.
-Ale my nie potrafimy śpiewać.
-Nie kłam. Słyszałem jak śpiewasz do telewizora.
-Kiedy?
-Nawet wczoraj.
-Ale to wcale nie jest zły pomysł. Teledysk nakręcicie płytę wydacie i będziemy występować razem z nami, ale nie jako tancerki, tylko jako gwiazdy innego zespołu.
-No nie wiem…-Nadal nie byłam przekonana.
-Zgódź się. Przecież chcesz tutaj zostać nie?
-No tak,…ale my się ośmieszymy.
-Co ty gadasz?
-Prawdę.
-Jak wszystkie dziewczyny z naszej grupy będą występować razem to zrobią większą karierę od nas.
-W marzeniach-powiedziała Julia. Po raz pierwszy dzisiaj się odezwała przy Billu. On tylko spojrzał na nią a potem w podłogę.
-Ja tak dłużej nie mogę-krzyknęłam na cały pokój.
-O, co ci znowu chodzi?
-O Julię. Bill nie może przez nią cierpieć.
-Ale on tego wcale nie robi.
-Nie wmówisz mi tego. To widać po nim. A ona tak po prostu go zdradza, chociaż wie, że on ją kocha.
-A, co miałam zrobić, żeby z nim zerwać?
-Powiedzieć mu to prosto w oczy, a nie w taki sposób mu to pokazać.
Zapadło głuche milczenie.
-Ola też cierpi-powiedziałam.
-Klaudia, wcale nie-próbowała tego nie okazywać uśmiechając się.]
-Ola, to widać. I wiecie, co ja myślę?
-Tego nie wie chyba nikt.
-Myślę, że Ola powinna związać się z Billem. I niech oni sobie na to patrzą.
-Tak naprawdę, to o tym trochę myślałem-powiedział Bill.
-Na serio? I co? Ola ci się podoba, nie?
-No trochę tak.
-A on tobie?
-No też.
-A chcesz nim być?
-No chcę.
-A ty z nią?
-Też.
-No to po sprawie.
-Jedyna dobra wiadomość tego dnia.
-To, co teraz robimy?
-Gramy w prawda czy wyzwanie?
-Ja jestem za.
-Ja też.
-Ma ktoś butelkę? Żeby kręcić czymś?
-Ja mam-powiedział Bill.
Gra toczyła się bardzo fajnie. Najpierw ja kręciłam. Wypadło na Billa.
-No, więc nasz kochany Billuś zrobi tak. Pójdziesz na dwór, krzykniesz” Leb die secunde” na cały głos i wrócisz do pokoju.
-Myślałem, że będzie gorzej.
Wyszedł na dwór. Krzyknął tak głośno, że słychać go było chyba na drugim świecie nawet i wrócił. Następnie kręcił Bill. Wypadło na Toma.
-Ty braciszku wstaniesz, pójdziesz do łazienki, zetniesz dobie jednego dreda i wrócisz tu z nim w ręce.
-Porąbało cię?
-Nie, mówię na poważnie.
-Wal się.I tak tego nie zrobię.
-To odpadniesz.
-Najwyżej.
-Dobra, już nie rób tego tylko kręć.
-Nie chce mi się w to grać.
Wtedy właśnie usłyszeliśmy z dołu głośne krzyki ciotki Tomka. Widać, a raczej słychać było, że jest zła.
-Tomek, co wy tam robicie? Nie słyszę telewizora!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-Dobra ciociu, już ściszam tą muzykę.Rany…, co za wredota.
-Hehe, wiem coś o tym.
-Wiecie, co, my już chyba pójdziemy.
-Już?
-Siedzimy tu już dwie godziny, późno jest. Jutro wpadniemy.
-No dobra.
Nagle usłyszałam z parteru znajomy głos, a potem kroki po schodach. W drzwiach stanęła mama.
-A, więc tutaj się skryłyście. Myślałyście, że się nie dowiem, nie? No to się myliłyście. A teraz tego pożałujecie. Wracamy do Polski jutro z samego rana i już się nie wykręcicie. I nie uciekniecie z domu, bo wynajęłam dla was ochronę. Macie za swoje.
-Ale mamo….